Może od początku...
Pomyślałam, że na początku tak ładnie by było, żeby wspomnieć jak to jest u mnie z tą literaturą. Jak to wszystko się zaczęło.
Oczywiście, wszystko zaczęło się w szkole, ale bynajmniej nie od listy lektur obowiązkowych. Boże, gdy tylko siedziałam i pisałam "dyktówkę" co mamy przeczytać w danym roku szkolnym to mnie krew zalewała.
Byłabym niesprawiedliwa mówiąc, że każda książka lekturowa była dla mnie ciężarem. Wcale tak nie było, ale nie przepadałam za czytaniem książek, które "musiałam" znać.
Tych pozycji, które były dla mnie znośne to min. "Opium w rosole" M. Musierowicz, "Dziady",ale część druga, "Zbrodnia i Kara", "Ferdydurke", "Tango" Mrożka, "Granica" Nałkowskiej czy "Ludzie bezdomni" Żeromskiego. Jedyną moją ukochaną lekturą był "Potop" Sienkiewicza. Pobiłam rekord, dwa dni czytania. Na okrągło. Natomiast na maturze pisałam temat z "Lalki" Prusa - o zgrozo! Nigdy więcej.
Ale moja przygoda z książkami zaczęła się przez moją mamę. I tutaj ukłon w jej stronę, za stworzenie ze mnie "potwora" książkowego. Leżałam z zapaleniem krtani i okropnie się nudziłam. W radiu i telewizji co jakiś czas mówiono o sukcesie pierwszej części "Harry'ego Pottera". Moja mama podjęła ryzyko i kupiła mi tę książkę a z racji tego, że w naszym bloku była księgarnia nie była to daleka droga. Podrzuciła mi ją. Zaryzykowała.
Na początku książka leżała na półce obok. Nie mogłam się jakoś przekonać i to nie wcale z powodu, że to było Fantasy, ale dlatego, że to była książka. No, ale któregoś dnia "bez głosu" sięgnęłam po nią i przeczytałam formułę na okładce. Chyba każdy na świecie (oprócz Simon'a Ammann'a), w każdym języku ją zna. Nawet Ci, którzy nie przeczytali, ale oglądali "Harry'ego". "Jeśli myślisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanikła, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś MUGOLEM!". Może się to wydawać śmieszne, ale wiecie co mnie najbardziej zainteresowało? Ten Mugol własnie. Otworzyłam. Zobaczyłam piękną ilustrację pod napisem Rozdział I i tytuł "Chłopiec, który przeżył", ciekawe co takiego przeżył?
Wyglądało to tak, że przez trzy tygodnie mojej choroby czytałam "Kamień Filozoficzny", tajemnicze ręce wciągały mnie coraz bardziej w narastającą akcję Chłopca z Blizną. Przeczytałam. Moja mama odniosła sukces. Przeczytałam książkę, która podobała mi się. Zaciekawiła, wciągnęła. Poznałam smak tego uczucia, który każe Ci czytać dalej bo nie wiesz co jest ukryte na drugiej stronie.
Gdy wyzdrowiałam, czekałam z niecierpliwością, aż przeczytam kolejne części.
Później w między czasie przeczytałam (w swoim życiu, chyba z dziesięć razy) wszystkie części "Władcy Pierścieni". Gdy skończyłam, uświadomiłam sobie, że to właśnie mój gatunek. Gatunek, który mi odpowiada. Całkowite odrealnienie. Fantasy. Książki, które Ci gwarantują oderwanie się od męczącej rzeczywistości.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że Fantasy czy Realizm magiczny to gatunek literacki, z którym zawsze będę się identyfikować, z którym rozpoczęłam moją przygodę. To mój gatunek.
Oczywiście na blogu będę recenzować/ komentować książki o różnej tematyce (nie tylko Fantasy czy RM). Każdy znajdzie coś dla siebie.
Także podsumowując:
-Dziękuję Mamuś za to, że wskazałaś mi moją drogę i świat literacki, w którym tak dobrze się czuję. Odnalazłam się. Nie wyobrażam sobie dzisiaj co bym zrobiła bez Ciebie oraz moich książek, które są tak ważne dla mnie. Które budzą emocje, studzą je a za chwile porywają w wir mieszanych uczuć. Jeszcze raz dziękuję.-
PS. Recenzja "Harry'ego Potter'a" będzie jedną z pierwszych jakie dokonam na blogu.
- KinayS.
Komentarze